Delia – płukanki

Opowiem Wam tym razem moją historię z włosami a także z płukankami, które mogą i uratować nasze włosy, ale i zniszczyć. Doznałam tych obu rzeczy, a o tym przeczytacie dalej. Któregoś razu zachciało mi się ‚siwych włosów’. Nie będę się rozwijać o tym jaki to był niewypał, ale skończyło się tak, że zostałam typową dziewczyną z ombre już po dwóch dniach. Loreal i jego ‚genialne’ farby/kremy koloryzujące zniszczyły mi włosy i sprawiły, że zrobiły się zielone. Teraz widząc dziewczyny z zielonymi końcówkami od razu zakładam, że to ten sam niewypał co u mnie z Lorealem.

Różowa płukanka to ratunek numer jeden w takim przypadku! Czy będą czerwone, różowe, czy nie zabarwią naszych włosów zależy już tylko i wyłącznie od nas samych. Przede wszystkim PROPORCJE. Kolor łapie i tak tylko na rozjaśnionych wcześniej włosach. Dzięki tej płukance mogę szaleć z kolorem no i oczywiście pozbyć się glonów na głowie.

Fioletowa płukanka niby usuwa żółty efekt, ale proszę Państwa, on zieleni włosy (znowu!). Po co jej w takim razie używać? Myślałam, że jest dobra i chroni rozjaśniane włosy blond, a jak się okazuje wręcz przeciwnie. Odradzam blondynkom i włosom rozjaśnianym, tak samo wszystkie fioletowe szampony.

Srebrna płukanka niby jest czymś innym, ale czy aby na pewno? Zainteresowana tym samym fioletowym kolorem płynu sprawdziłam skład i.. nic. Kopiuj, wklej. Niczym się nie różni od fioletowej, ani jednym składnikiem, tylko nazwą. Jak wiadomo teraz, ona również koloryzowała moje włosy na brzydką zieleń. O nie. Nie jestem pewna, może te płukanki są do innych odcieni włosów, może coś jest nie tak, coś źle robię, ale co? Summa summarum polecam natomiast różową o której pisałam na samej górze i zapraszam do kupienia tej z DELII, bo ten róż naprawdę jest przepiękny!