Maroko sklep

Przedstawię Wam bardzo ciekawe i nietuzinkowe kosmetyki naturalne. Uwielbiam testować nowości i staram się nie kupować drugi raz tego samego produktu (oczywiście, jeśli mam taką możliwość). Zapach, wygląd i działanie tych produktów skradł moje serce. Pochodzą ze sklepu Maroko, tutaj link. Właśnie ta marka jest największym importerem oleju arganowego w Polsce. Produkty są inspirowane właśnie tym pięknym i słonecznym krajem. O tych które ja miałam okazję testować już poniżej.

Bio olej arganowy pielęgnacyjny do twarzy, ciała, włosów i paznokci. 100% czysty, tłoczony na zimno. Chyba już każdy z nas miał do czynienia z olejem arganowym, ten ma fajną pompkę która bardzo ułatwia stosowanie. Jak to olej, jest tłusty i nie chcemy przecież niczego zabrudzić. Olej nawilża, chroni, wygładza, odżywia, regeneruje i koi. Ja go rozcieram sobie na twarzy na noc, często też robię maskę na włosy trzymając olej na głowie przez pół godziny przed myciem. Włosy są bardzo miękkie i lejące. Jeśli jest na świecie osoba która nie miała z nim do czynienia to koniecznie musicie spróbować, nie pożałujecie! Jest dla dorosłych i dzieci(!).

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu i twarzy, aloesowy. Płyn ponoć wzmacnia rzęsy (wow). Buteleczka niestety jest mała (100ml) dlatego od razu wiedziałam, że szybko się skończy. Już po tygodniu nie zostało nic, ale przejdźmy do samego produktu. Tłusty, bardzo, przez co na mojej twarzy zostawała maź, której ja niestety nie tolerowałam. W środku jest miąższ i kawałki aloesu.  Wiem, że niektórzy lubią taką nawilżoną cerę, ale ja nie cierpię. W moje gusta wpadają ‚wodne’ produkty, nie tłuste, zwłaszcza gdy muszę nimi wycierać oczy co jeszcze bardziej było nieznośne. Ale ciekawskim i szukającym TEGO JEDYNEGO produktu polecam sprawdzić, na pewno to nie jest banał ze zwykłej drogerii. W sklepie są też inne wersje tego kosmetyku.

Woda aloesowa do twarzy i ciała. Na wstępie: co za zapach! Uwielbiam się nią psikać, a robię to codziennie dwa razy, rano i wieczorem. Mimo niewielkiej pojemności jest wydajna (125ml), delikatna i dzięki aloesowi działa kojąco na skórę. Przyśpiesza gojenie ran, łagodzi poparzenia słoneczne, zaczerwienienia i podrażnienia. Jestem pewna, że jak tylko mi się skończy zamówię go na stronie bo jest to mój ulubiony kosmetyk wszech czasów. Zmieści się w torebce i aby się odświeżyć czy dać ulgę twarzy (zwłaszcza latem) w ciągu dnia, będzie idealna.

Czarne mydło naturalne o zapachu lawendy, jest to produkt roślinny. Jak widać kolor jest intensywny, zielony pomieszany z czarnym. Konsystencja bardzo ‚glutowana’ i trochę ciężko się nakłada na twarz. Dla mnie jest to nowość, nigdy czegoś takiego nie używałam do twarzy ale jest to genialna alternatywa dla zwykłych żeli do twarzy (których swoją drogą i tak nie używam). Usuwa martwy naskórek oraz oczyszcza komórki z toksyn. Zapewnia właściwy przebieg procesów regeneracyjnych. I uwaga, ma działanie relaksujące i uspokajające (ah ta lawenda). Wydajne, choć tak naprawdę zależy od tego w jakich proporcjach go stosujemy. Jestem zadowolona, pomimo niekoniecznie przyjemnego zapachu i wyglądu. Ale pamiętajcie, że im brzydziej pachnie i wygląda, na pewno działa 🙂 Na stronie są jeszcze inne warianty do wyboru.

Glinka w pudrze Rhassoul – oczyszcza, odżywia, ujędrnia. A więc tym razem coś w stylu zestawu dla małego chemika, musimy rozrobić ją z wodą w określonych proporcjach i nałożyć na twarz, włosy czy ciało. Pojemność duża, bo aż 200g. To jest jedyna tak fajna i naturalna glinka jaką miałam okazję używać (a sporo ich było, tych drogeryjnych z saszetek), jest ogromna różnica w nakładaniu, uczuciu na twarzy i efekcie końcowym. Muszę być systematyczna i nakładać ją chociaż raz w tygodniu. Glinka jest bogata w magnez, krzem, potas, wapń, żelazo, glin, miedź, lit, cynk , posiada właściwości myjące i odtłuszczające. Nadaje się nawet jako szampon do włosów, mistrzostwo.